Jak już pisałem Wojewódzka Komisja ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych wydała orzeczenie o zdarzeniu medycznym w sytuacji śmierci mojej córeczki. Komisja potwierdziła, że zgłaszane przeze mnie i przez moją żonę uwagi były w zupełności zasadne. Potwierdziła to również opinia biegłego..
Alicja moja córeczka
środa, 14 lutego 2018
poniedziałek, 15 stycznia 2018
Orzeczenie o zdarzeniu medycznym
Orzeczenie o wystąpieniu zdarzenia medycznego
Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu okazało się, że Komisja do spraw orzekania o zdarzeniach medycznych orzekła o wystąpieniu zdarzenia medycznego. Prawdę dopiero przyniosło moje odwołanie ale jak widać było warto. W uzasadnieniu Komisja napisała:
"Komisja również zwraca uwagę, że wysoce niewłaściwym postępowaniem podmiotu leczniczego jest odseparowanie dziecka od matki w trakcie pobytu na oddziale intensywnej opieki. Komisja po analizie całości dokumentacji uznała, że brak zabezpieczenia dostępu do stymulatora i elektrody do zewnętrznej stymulacji serca w oddziale intensywnej opieki, w którym przebywała po zabiegu cewnikowania serca Alicja, stanowi o zdarzeniu medycznym. Niemożliwe było skuteczne leczenie poprzez zewnętrzną stymulację, co bezpośrednio przyczyniło się do zgonu małej Pacjentki"
Nie dajcie się rodzice oddzielić was od dziecka na intensywnej terapii! Macie prawo być przy swoim dziecku w tych trudnych dla niego chwilach!!!
Cała sprawa przed Komisją do spraw orzekania o zdarzeniach medycznych trwała od 1 grudnia 2014 kiedy to złożyłem wniosek, do 15 stycznia 2018 kiedy to otrzymałem informację o orzeczeniu o zdarzeniu medycznym i obciążeniu szpitala kosztami rozpatrzenia sprawy w wysokości 600 zł.
Teraz Szpital Pediatryczny WUM z Warszawy ma mi wysłać propozycję zadośćuczynienia za śmierć mojej córki. Maksymalna kwota zadośćuczynienia jakie można uzyskać przed komisją to 300 tysięcy zł przy czym ja wnioskowałem o kwotę trochę mniejszą. Przypuszczam jednak, że propozycja złożona przez szpital nie przekroczy 1 tys zł - w sumie każdą kwotę, która nie będzie miała 6 cyfr uznam obrazę.
Cała sprawa przed Komisją do spraw orzekania o zdarzeniach medycznych trwała od 1 grudnia 2014 kiedy to złożyłem wniosek, do 15 stycznia 2018 kiedy to otrzymałem informację o orzeczeniu o zdarzeniu medycznym i obciążeniu szpitala kosztami rozpatrzenia sprawy w wysokości 600 zł.
Teraz Szpital Pediatryczny WUM z Warszawy ma mi wysłać propozycję zadośćuczynienia za śmierć mojej córki. Maksymalna kwota zadośćuczynienia jakie można uzyskać przed komisją to 300 tysięcy zł przy czym ja wnioskowałem o kwotę trochę mniejszą. Przypuszczam jednak, że propozycja złożona przez szpital nie przekroczy 1 tys zł - w sumie każdą kwotę, która nie będzie miała 6 cyfr uznam obrazę.
wtorek, 12 stycznia 2016
Sposób obrony szpitala przed Komisją ds. Zdarzeń Medycznych
Sprawę mojej Córeczki zgłosiłem do Mazowieckiej Komisji ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych. Sprawa zgodnie z artykułem 67j ustawy o Prawach Pacjenta powinna trwać do 4 miesięcy, ale niestety trwa już 12 miesięcy. Zatem nie jest to niestety szybkie wyjaśnienie sprawy. Czekając na wydanie przez komisję orzeczenia zdecydowałem zgłosić sprawę również do Rzecznika Praw Pacjenta.
Linia obrony szpitala wygląda w taki sposób:
- Moja Córka miała bardzo chore serce i to było przyczyną tego co się wydarzyło
- Osobiście nigdy nie negowałem choroby mojego dziecka. Co więcej, w szpitalu nie widziałem żadnych zdrowych pacjentów a jedynie takich co byli mniej lub bardziej chorzy, a co za tym idzie moim zdaniem nie powinno się zwalać wszystkiego na chorobę. Ze względu na chorobę moja Córeczka musiała być w szpitalu, a tam należała się jej opieka zgodna z prawem i wiedzą medyczną.
- Stres, płacz i wysiłek nie mają wpływu na funkcjonowanie serca i nie można wnioskować że przyczyniły się do wystąpienia bloku przedsionkowo-komorowego 2 stopnia i śmierci pacjentki
- A w dokumentacji medycznej mojej Córki można przeczytać takie wpisy lekarzy z dni wcześniejszych, które sugerują istnienie takiego związku:
- "po dożylnym podaniu furosemidu, dziewczyna bardzo płakała, prawdopodobnie z powodu bólu rączki, podczas intensywnego płaczu doszło do spadku saturacji, spadku tętna zwiotczenia” (....) “Dziecko niespokojne, z sinicą ust, zaburzeniami rytmu i niemiarowości"
- "ale rano przy aktywności, znowu zapis z okresowo pojawiającym się blokiem 2 Stopnia"
- Lekarz dyżurny stwierdził, że on nie zakazał nam obecności przy dziecku a jedynie "zasugerował abyśmy poszli do domu i odpoczęli"
- Jest to o tyle zaskakujące, że wcześniej szpital stał na stanowisku, że Oddział Anestezjologii i Intensywnej Terapii i Opieki POOP nie jest dostępny dla opiekunów oraz że konieczność odnotowania odmowy w dokumentacji medycznej odmowy obecności rodziców wynikająca z artykułu 21 ust 2 ustawy o Prawach Pacjenta, tego oddziału nie dotyczy. Co więcej, moim zdaniem trudno wierzyć w słowa lekarza, bowiem każdej nocy gdy moja Córka była w szpitalu albo ja albo moja Żona przy niej byliśmy. Jedno z nas było przy niej 24 godziny 7 dni w tygodniu przez około miesiąc łącznego pobytu w szpitalu. Jak zatem z własnej woli moglibyśmy opuścić ją w dzień po ciężkim badaniu...
- Zdaniem lekarza dyżurnego moja Córka nie miała przywiązanych rączek do łóżka gdyż czegoś takiego nie praktykuje się z uwagi na obecność dwóch pielęgniarek..
- Przykro jest słyszeć, że moja Żona, lekarka, wymyśliła sobie fakt przywiązania własnego dziecka do łóżka... Cóż, zestresowani, nie myśleliśmy żeby robić zdjęcia naszemu obolałemu , całemu w kabelkach dziecku..
- "Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 20 grudnia 2012 r. w sprawie standardów postępowania medycznego w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii dla podmiotów wykonujących działalność leczniczą" nie odnosi się zdaniem szpitala do Oddziału Anestezjologi i Intensywnej Terapii i Opieki POOP
- Trudno jest skomentować takie stanowisko, gdyż to w tym rozporządzeniu moja jest o "sali nadzoru poznieczuleniowego" w której to przebywała moja Córekczka, która to sala wchodzi w skład tego konkretnego oddziału szpitalnego. Ponadto lekarzem dyżurnym był lekarz anestezjologi i trudno sobie wyobrazić że nie udzielał świadczeń z dziedziny anestezjologii czy intensywnej terapii... W rozporządzeniu tym mowa jest również o konieczności zagwarantowania urządzenia do zewnętrznej stymulacji serca na omawianym oddziale co też nie było zapewnione dla mojego dziecka. Analogiczne stanowisko jak w rozporządzeniu jest w Wytyczne Polskiego Towarzystwa Anestezjologiii Intensywnej Terapii określające zasady, warunki oraz organizację udzielania świadczeń zdrowotnych w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii
Osobiście polecam wszystkim, którzy muszą obcować ze służbą zdrowia do rejestrowania czy to dyktafonem czy na zdjęciach wszystkich problematycznych momentów bowiem nigdy nie wiemy czy i kiedy się nam mogą przydać... Poza tym nigdy nie da się przewidzieć jakiego lekarza spotkamy, a opieka może się różnić nawet między oddziałami jednego szpitala. My byliśmy bardzo zadowoleni z opieki na oddziale Kardiologii gdzie głównie przebywała Alicja a lekarze z tego oddziału byli niezwykle empatyczni. Nigdy złego słowa bym o nich nie powiedział.
Niestety lekarz dyżurny z Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii i Opieki POOP, mimo że kulturalny, to jednak moim zdaniem pozbawiony empatii, która w zawodzie lekarza jest krytyczna...i nigdy nie wybaczę mu, że odebrał naszemu dziecku możliwość opieki rodzicielskiej.
środa, 30 grudnia 2015
Moje uwagi do opieki na oddziale pooperacyjnym
- Opuszczanie sali wybudzeń (nadzoru poznieczuleniowego) na której przebywała moja Córeczka przez lekarza dyżurnego było niezgodne z § 11.ust.2 oraz załącznikiem 1 rozporządzenia Dz.U. 2013 poz. 15, co niewątpliwie sprawiło że moje dziecko nie miało właściwej opieki na oddziale
- Brak dostępności na miejscu urządzenia do zewnętrznej stymulacji serca, mógł sprawić, że akcja reanimacyjna nie była skuteczna. Urządzenie powinno być dostępne z uwagi na:
- § 11.ust.7 oraz załącznik 1 Dz.U. 2013 poz. 15,
- Wytyczne Polskiego Towarzystwa Anestezjologii i Intensywnej Terapii,
- zdrowy rozsądek, gdyż nawet zgodnie z wytycznymi Polskiej Rady Resuscytacji może być stosowana przy bloku AV.
- Pozbawienie mojej Córeczki prawa do matczynej opieki, które to prawo wynika z Art 21 i Art 34 ustawy o Prawach Pacjenta (Dz.U. 2009 nr 52 poz. 417), Art 19 Kodeksu Etyki Lekarskiej co też naraziło ją na dodatkowy stres, płacz i przyczyniło się do jej śmierci.
- Brak udokumentowania powodów odmowy w dokumentacji medycznej zgodnie Art 21 Ust.2 ustawy o Prawach Pacjenta (Dz.U. 2009 nr 52 poz. 417) ani też poinformowania o niej (np. regulaminie szpitala) zgodnie z Art 5. ustawy o Prawach Pacjenta
- Złamanie przez lekarza dyżurnego Art 2 ust.2 Kodeksu Etyki Lekarskiej, gdyż trudno mówić o zwracaniu uwagi przez lekarza na dobro mojej Córki w momencie gdy pozbawiał jej matczynej opieki
- Przywiązanie rączek mojej Córeczki bandażem do barierek łóżka.
- Prowadzenia dokumentacji medycznej w sposób niedbały, niezgodny z punktem 5 z § 10 ust.1 Dz.U. 2014 poz. 177, w szczególności jeżeli chodzi o opis udzielonych świadczeń zdrowotnych, podanych leków itp. co uniemożliwia odtworzenie wydarzeń.
- Zignorowanie zapisów Europejskiej Karty Praw Dziecka w Szpitalu a w szczególności punktu konieczności łagodzenia stresów fizycznych i emocjonalnych u dziecka
- Zignorowaniu Art 68 Ust.3 Konstytucji RP o gwarancjach szczególnej opieki dla dzieci
- Zignorowania przez lekarza dyżurnego rekomendacji lekarzy anestezjologów na temat tego, że obecność rodziców wyraźnie łagodzi stres pooperacyjny u dzieci
- Zignorowanie wpisów w dokumentacji medycznej o negatywnym wpływie stresu, płaczu, wysiłku na serce mojej Córki. Według lekarza "dziecko musi płakać..."
Etykiety:
Kodeks Etyki Lekarskiej,
rozporządzenie ministra zdrowia,
Ustawa o Prawach Pacjenta,
Wytyczne Polskiego Towarzystwa Anestezjologii
Lokalizacja:
Warszawa, Polska
czwartek, 5 czerwca 2014
Ostatni dzień w warszawskim szpitalu....
Dnia 5 czerwca 2014 roku, zmarła moja wówczas jedyna Córeczka Alicja. Miała wtedy 11 miesięcy. Zmarła kilkanaście godzin po zabiegu cewnikowania serca, który to był warunkiem koniecznym do zgłoszenia jej do przeszczepu serca.
Cewnikowania miało miejsce 4 czerwca 2014. Sam zabieg Alicja przeszła wzorowo. Nie miała żadnych spadków tętna czy zaburzeń rytmu serca. Po wyburzeniu ze znieczulenia była jednak bardzo słaba i lekarze zdecydowali o zostawieniu jej na sali wybudzeń wchodzącej w skąd Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii i Opieki Pooperacyjnej. W strukturze szpitala była to sala usytuowana w sąsiedztwie bloku operacyjnego, co też jest wymagane przez przepisy.
Lekarz anestezjolog, ktòry wykonywał znieczulenie pozwolił wejść mojej Żonie do Córki chwilę po jej wybudzeniu ze znieczulenia. Córeczka leżała na łóżku, cała w kabelkach z rączkami przywiązanym do barierek. Była bardzo słaba. Aby Żona mogła wziąć ją na ręce pielęgniarki musiały odwiązać jedną z jej rączek. Była tak słaba po zabiegu, że nie miała nawet siły ssać piersi. Zaniepokojeni prosiliśmy dyżurnego anestezjologa (było już po godzinie 15) o to aby pozwolił mojej Żonie zostać na noc przy Córeczce, gdyż ta nigdy nie była sama w szpitalu. Niestety stwierdził, że tego się nie praktykuje. Gdy zwróciliśmy jego uwagę na to, że w dokumentacji medycznej prowadzonej na oddziale kardiologii były zapiski o występowaniu zaburzeń rytmu serca u naszej Córki przy płaczu i wysiłku to stwierdził, że "dziecko musi płakać..." Poszliśmy z prośbą o wstawiennictwo do lekarza kardiologa, który wykonywał zabieg cewnikowania. Ten stwierdził, że spróbuje nam pomóc ale, że na OIOM rządzi dyżurny anestezjolog, który okazał się głuchy na wszystkie prośby łamiąc nie tylko artykuły 21 i 34 ustawy o Prawach Pacjenta ale również art 19 Kodeksu Etyki Lekarskiej. Nie mieliśmy innego wyjścia jak pójść na noc do domu. W nocy dzwoniliśmy na oddział aby zapytać jak czuje się nasze dziecko. Od pielęgniarek usłyszeliśmy, że dużo zjadła. Na nasze pytanie czy płacze, moja Żona usłyszała "co mam Pani powiedzieć? Płacze... ".
Gdy rano moja Żona dotarła do szpitala koło 7 nie chcieli wpuścić jej do dziecka twierdząc, że zaczęła gorączkować i że jej stan się pogorszył. Gdy tylko się o tym dowiedziałem zwolniłem się z pracy i przyjechałem do szpitala gdzie byłem przed 8. Wtedy z naszą Córeczką było już chyba bardzo źle. Mogę się tylko domyślac co się działo bowiem nikt nam nie chciał nic powiedzieć.
Nagle zbiegło się kilku kardiologów, z których jeden niósł coś co wyglądało jak defibrylator. Na oddział, który miał być najbezpieczniejszych w szpitalu przynieśli defibrylator pomyślałem??!!! Po pewnym czasie ten sam lekarz wyszedł i poszedł na inne piętro. Po paru minutach wrócił z innym przyrządem i stwierdził, że trzeba będzie naszej córce założyć elektrodę.. Parę minut przed 9 przybiegła pielęgniarka z kardiologii z lekiem i razem z nią waliliśmy w drzwi oddziału aby ktoś nam otworzył i wziął potrzebny mojemu dziecku lek - izoprenalinę. Na najbezpieczniejszych oddziale w szpitalu brakowało leków??!! Niestety lek chyba i tak dotarł za późno bo kilka minut później usłyszeliśmy od Pani Ordynator OIOM, że naszej córce nie udało się pomoc i jakie to leki jej podawali bez żadnej reakcji z jej strony.. Nasz świat runął..Dlaczego nie mogliśmy być nawet przy reanimacji naszego dziecka mimo, że zalecają to wytyczne Polskiej Rady Resuscytacji ??!!
Usłyszeliśmy, że serce naszego dziecka zatrzymało się w wyniku bloku przedsionkowo-komorowego. Tego przed czym ostrzegaliśmy dyżurnego anestezjologa błagając go aby pozwolił mojej Żonie być przy dziecku na noc. Przy dziecku, które nigdy nie było samo w szpitalu nawet przez sekundę. Zawsze przy niej czuwało jedno z nas. Ale ostatnią noc musiała spędzić sama, wśród obcych ludzi na najbezpieczniejszych oddziale szpitala, na który trzeba było donosić leki i sprzęt z innego piętra...
Lekarz dyżurny anestezjolog bez żadnych podstaw, działając szablonowo, odmówił mojej Córeczce dodatkowej opieki pielęgnacyjnej sprawowanej przez mamę. Do opieki takiej moja Córeczka miała niepodważalne prawo w świetle aktualnej wiedzy medycznej! Opieka taka mogła jej tylko pomóc w powrocie do zdrowia! Każdy chyba umie wczuć się w dziecko, które już rozpoznaje obcych i bliskich, a któremu nie można wytłumaczyć, że mamy nie ma tylko na chwilę. Dziecko takie, co jest powszechnie znanym faktem, odbiera utratę mamy, jako stratę całkowitą i nieodwracalną. Nie trudno sobie również wyobrazić jaką rozpacz musiała przeżywać moja córka, oraz jak ogromny wysiłek dla tak osłabionego i chorego dziecka stanowił płacz, płacz, którego tak łatwo można było uniknąć - pozwalając na obecność matki przy dziecku. Dziecku, które było wtedy jedynym pacjentem na oddziale!!! Niestety, lekarzowi wygodniej było działać szablonowo, gdy nikt “nie patrzy na ręce”, nie zważając na zgłaszane obawy rodziców, kodeks etyki lekarskiej, na wpisy w dokumentacji medycznej, że stres i wysiłek wiązał się z zaburzeniami rytmu u naszego dziecka. Ba, nawet sam dokonał wpisu w dokumentacji medycznej o bloku przedsionkowo komorowym w momencie niepokoju u mojej Córeczki. Dla małego dziecka z niewydolnością serca płacz to przecież ogromny wysiłek. Płacz, którego można było tak łatwo uniknąć.. Alusię uspokajał sam matczyny głos.. A tak, dla wygody lekarza dyżurnego, została pozbawiona matczynego ciepła, elementarnego poczucia bezpieczeństwa, po to żeby spędzić jedyną noc sama w szpitalu, noc, która okazała się być jej ostatnią. W nocy Alusia musiała płakać z nerwów, zamiast słuchać śpiewanych przez mamę kołysanek.. Z tego ogromnego wysiłku spowodowanego płaczem jej serce w końcu nie wytrzymało, wystąpiły zaburzenia rytmu, pojawił się blok przedsionkowo komorowy... Mam wrażenie, że po prostu się poddała... Lekarzom nie udało się jej uratować a my nie mogliśmy nawet być przy niej w jej ostatnich chwilach bowiem nas do niej nie wpuszczono.....
Alusia była pierwszym dzieckiem, które zmarło w tym szpitalu po zabiegu cewnikowania serca.. zabiegu, który zgodnie z tym co mówili lekarze miał być bezpieczny...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)