wtorek, 12 stycznia 2016

Sposób obrony szpitala przed Komisją ds. Zdarzeń Medycznych

Sprawę mojej Córeczki zgłosiłem do Mazowieckiej Komisji ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych. Sprawa zgodnie z artykułem 67j ustawy o Prawach Pacjenta powinna trwać do 4 miesięcy, ale niestety trwa już 12 miesięcy. Zatem nie jest to niestety szybkie wyjaśnienie sprawy. Czekając na wydanie przez komisję orzeczenia zdecydowałem zgłosić sprawę również do Rzecznika Praw Pacjenta. 

Linia obrony szpitala wygląda w taki sposób:
  • Moja Córka miała bardzo chore serce i to było przyczyną tego co się wydarzyło
    • Osobiście nigdy nie negowałem choroby mojego dziecka. Co więcej, w szpitalu nie widziałem żadnych zdrowych pacjentów a jedynie takich co byli mniej lub bardziej chorzy, a co za tym idzie moim zdaniem nie powinno się zwalać wszystkiego na chorobę. Ze względu na chorobę moja Córeczka musiała być w szpitalu, a tam należała się jej opieka zgodna z prawem i wiedzą medyczną.
  • Stres, płacz i wysiłek nie mają wpływu na funkcjonowanie serca i  nie można wnioskować że przyczyniły się do wystąpienia bloku przedsionkowo-komorowego 2 stopnia i śmierci pacjentki
    • A w dokumentacji medycznej mojej Córki można przeczytać takie wpisy lekarzy z dni wcześniejszych, które sugerują istnienie takiego związku:
      • "po dożylnym podaniu furosemidu, dziewczyna bardzo płakała, prawdopodobnie z powodu bólu rączki, podczas intensywnego płaczu doszło do spadku saturacji, spadku tętna zwiotczenia” (....) “Dziecko niespokojne, z sinicą ust, zaburzeniami rytmu i niemiarowości"
      • "ale rano przy aktywności, znowu zapis z okresowo pojawiającym się blokiem 2 Stopnia"
  • Lekarz dyżurny stwierdził, że on nie zakazał nam obecności przy dziecku a jedynie "zasugerował abyśmy poszli do domu i odpoczęli"
    • Jest to o tyle zaskakujące, że wcześniej szpital stał na stanowisku, że Oddział Anestezjologii i Intensywnej Terapii i Opieki POOP nie jest dostępny dla opiekunów oraz że konieczność odnotowania odmowy w dokumentacji medycznej odmowy obecności rodziców wynikająca z artykułu 21 ust 2 ustawy o Prawach Pacjenta, tego oddziału nie dotyczy. Co więcej, moim zdaniem trudno wierzyć w słowa lekarza, bowiem każdej nocy gdy moja Córka była w szpitalu albo ja albo moja Żona przy niej byliśmy. Jedno z nas było przy niej 24 godziny 7 dni w tygodniu przez około miesiąc łącznego pobytu w szpitalu. Jak zatem z własnej woli moglibyśmy opuścić ją w dzień po ciężkim badaniu...
  • Zdaniem lekarza dyżurnego moja Córka nie miała przywiązanych rączek do łóżka gdyż czegoś takiego nie praktykuje się z uwagi na obecność dwóch pielęgniarek..
    • Przykro jest słyszeć, że moja Żona, lekarka, wymyśliła sobie fakt przywiązania własnego dziecka do łóżka... Cóż, zestresowani, nie myśleliśmy żeby robić zdjęcia naszemu obolałemu , całemu w kabelkach dziecku..
  • "Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 20 grudnia 2012 r. w sprawie standardów postępowania medycznego w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii dla podmiotów wykonujących działalność leczniczą" nie odnosi się zdaniem szpitala do Oddziału Anestezjologi i Intensywnej Terapii i Opieki POOP
Osobiście polecam wszystkim, którzy muszą obcować ze służbą zdrowia do rejestrowania czy to dyktafonem czy na zdjęciach wszystkich problematycznych momentów bowiem nigdy nie wiemy czy i kiedy się nam mogą przydać... Poza tym nigdy nie da się przewidzieć jakiego lekarza spotkamy, a opieka może się różnić nawet między oddziałami jednego szpitala. My byliśmy bardzo zadowoleni z opieki na oddziale Kardiologii gdzie głównie przebywała Alicja a lekarze z tego oddziału byli niezwykle empatyczni. Nigdy złego słowa bym o nich nie powiedział. 
Niestety lekarz dyżurny z Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii i Opieki POOP, mimo że kulturalny, to jednak moim zdaniem pozbawiony empatii, która w zawodzie lekarza jest krytyczna...i nigdy nie wybaczę mu, że odebrał naszemu dziecku możliwość opieki rodzicielskiej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz