środa, 14 lutego 2018

Bezczelny niczym warszawski szpital...

Jak już pisałem Wojewódzka Komisja ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych wydała orzeczenie o zdarzeniu medycznym w sytuacji śmierci mojej córeczki. Komisja potwierdziła, że zgłaszane przeze mnie i przez moją żonę uwagi były w zupełności zasadne. Potwierdziła to również opinia biegłego..




Orzeczenie oraz opinia biegłego nie przekonały jednak największego warszawskiego szpitala pediatrycznego - Szpital pediatryczny WUM mieszczący się przy ul. Żwirki i Wigury, który z uporem twierdzi, że wszystko zrobił jak należy... Dla szpitala brak na oddziale  urządzenia do zewnętrznej stymulacji serca czy leków nie stanowi żadnego problemu. Problemem nie jest też dla szpitala odseparowanie niespełna rocznego dziecka od rodziców... Słowa szpitala wręcz irytują...

"Pragnę podkreślić, że podmiot leczniczy absolutnie nie godzi się orzeczeniem Wojewódzkiej Komisji do Spraw Orzekania o Zdarzeniach Medycznych w Warszawie (...), jednakże proponuje 10 tys zł zadośćuczynienia z uwagi na prawomocność orzeczenia"

Chciałoby się, że "łaskawcy"....  Nigdy się nie dowiem jakim trzeba być człowiekiem aby śmierć dziecka wycenić na 10 tys zł... Dla mnie to trochę jakby ktoś zwyczajnie napluł mi w twarz.. Ewidentnie postępowanie przed Komisją może wydawać się stratą czasu, bo na zakończenie, przy korzystnym rozstrzygnięciu, mamy spore szanse, że szpital i tak napluje nam w twarz... Teraz muszę zastanowić się czy sprawę na tym etapie zakończyć, cze może jednak pozwać szpital do sądu i domagać się realnego zadośćuczynienia..

Niestety, nie jest pewne czy sąd wyda wyrok zgodny z orzeczeniem wojewódzkiej komisji do spraw orzekania o zdarzeniach medycznych, a co za tym idzie mogę przegrać  co wiązałoby się dla mnie ze znacznymi kosztami...

4 komentarze:

  1. To straszne co napisałeś, dopiero teraz przeczytałem cały opis sytuacji. Mam nadzieję, że pozwałeś ich do sądu. Jeżeli nie - skorzystaj z kancelarii która zajmuje się odszkodowaniami w zamian za % od wywalczonego odszkodowania. Myślę, że kwota spokojnie będzie sześciocyfrowa (moja teściowa dostała ostatnio 20 000 za złamaną rękę na oblodzonym chodniku).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatecznie ich nie pozwałem. Żona nie była zainteresowana rozgrzebywaniem dalszym tej sytuacji. A przed sądem to na dwoje babka wróżyła... Do tego dochodzi opłata sądowa. Jak rozmawiałem z adwokatami to mówili że moglibyśmy dochodzić około 300 000 tys, a co za tym idzie na "dzien dobry" musielibyśmy zapłacić 5% czyli 15 tys... A sąd przecież mógłby spojrzeć na sprawę tak jak spojrzała na nią na początku Komisja ds. Zdarzeń Medycznych tj. dziecko było chore a co za tym idzie i tak by umarło :( Ech....

      Usuń
    2. Oddaj sprawę jakiejś dużej kancelarii która działa na zasadzie, że pobiera prowizję od kwoty wywalczonego odszkodowania, np. Polski Instytut Odszkodowań. Nawet nie będziesz musiał się stawiać w sądzie, załatwiają to od początku do końca na mocy pełnomocnictwa. Sami wpłacają opłatę sądową i pobierają sobie prowizję z wypłaconego odszkodowania. Życia córce nic nie przywróci, ale może taka nauczka uratuje to przyszłości czyjeś zdrowie lub życie.

      Usuń
    3. To nie wiedziałem o takiej możliwości tj, że kancelaria wpłaca opłatę sądową. Kontaktowałem się z kancelariami co działają na zasadzie prowizji, ale twierdziły, że ja muszę ponieść opłatę sądową. A że in vitro pochłonęło nasze oszczędności to nie mieliśmy jak tej opłaty wnieść... A teraz to sprawa się już przedawniła.

      Usuń